general topics - physiogel -
sprowokowany potrafił być zupełnie nieobliczalny, a ostatnimi czasy wiele rzeczy go drażniło.
Rycerz był świadom tego, iż zajmował się nie cierpiącą zwłoki sprawą. Wiedział, że chwilowa satysfakcja, jakiej dostarczyłaby mu potyczka z przygodnymi bandytami, nie powinna wziąć góry nad poczuciem odpowiedzialności. Jego blada, bliska śmierci królowa milcząco żądała od Obrońcy Korony absolutnej wierności. Nie może jej zawieść, umierając przypadkową śmiercią w jakimś błotnistym rynsztoku. Z pewnością nie przysłużyłby się tej, której poprzysiągł bronić. Dlatego też poruszał się ostrożnie, stawiając stopy ciszej, niżby to robił płatny morderca.
Gdzieś przed sobą, w oddali, dostrzegł zamglone, drżące światło pochodni i dobiegł go
odgłos miarowych kroków. Zaklął pod nosem i ukrył się w cuchnącym zaułku.
Obok przemaszerowało sześciu mężczyzn w zroszonych mgłą general topics czerwonych mundurach. Każdy niósł długą pikę opartą na ramieniu.
- To jest to miejsce na ulicy Róż - aroganckim tonem mówił oficer - w którym pandionici próbują ukryć swoje bezbożne praktyki. Oczywiście wiedzą, że ich obserwujemy, ale nasza obecność ogranicza ich ruchy pozwalając jego wielebności, prymasowi Anniasowi, na swobodę działania.
- Znamy powody, poruczniku - powiedział znudzonym głosem kapral. - Zajmujemy się tym już od roku.
- Ach, tak... - Porucznik najwyraźniej się speszył. - Chciałem się tylko upewnić, że
wiecie, o co chodzi.
- Tak jest - odparł beznamiętnie kapral.
- Zaczekajcie tutaj - rozkazał oficer, starając się nadać swojemu chłopięcemu głosowi szorstkie brzmienie. - Rozejrzę się. - Odszedł głośno uderzając obcasami o wilgotny bruk.
- Co za osioł! - physiogel mruknął kapral do swoich towarzyszy.
- Daj spokój, kapralu - rzekł stary, siwowłosy gwardzista. - Płacą nam za słuchanie rozkazów, więc swoje opinie zachowajmy dla siebie. Róbmy, co do nas należy, a oficerom pozostawmy wygłaszanie opinii.
Kapral odburknął coś skwaszony.
- Byłem wczoraj w pałacu - powiedział. - Prymas Annias wezwał do siebie bękarta Lycheasa, a ten głupiec koniecznie chciał iść
z eskortą. Nie uwierzycie, ale porucznik omal nie lizał butów szczeniakowi.
- Tak, to porucznicy potrafią robić najlepiej. - Stary wiarus wzruszył ramionami. - To urodzeni lizusi, a poza tym bękart jest przecież księciem regentem. Nie jestem co prawda pewien, czy dzięki temu jego buty lepiej smakują, ale porucznikowi pewnie i tak zesztywniał język.
- Święta prawda. - Kapral isis pharma roześmiał się. - Ale byłby
chyba zaskoczony, gdyby królowa wyzdrowiała i okazało się, że płaszczył się na darmo?
- Oby tak się nie stało, kapralu - odezwał się inny z gwardzistów. - Jeżeli królowa się obudzi i przejmie skarbiec z
powrotem, Annias nie będzie miał pieniędzy na żołd dla nas za następny miesiąc.
- Zawsze przecież prymas może sięgnąć do kościelnej szkatuły.
- Bez ścisłego rozliczenia się nie może. Hierarchia z Chyrellos wyciska z funduszy kościelnych ile tylko się da.
- W porządku! - zawołał zza mgły młody oficer. - Zajazd pandionitów jest tuż przed nami. Zwolniłem trzymającego wartę żołnierza, a więc chodźmy zająć nasze miejsce.
- Słyszeliście - powiedział kapral. - Ruszamy.
Gwardziści odmaszerowali, niknąc we mgle.
Sparhawk uśmiechnął się w ciemności. kolonie dla dzieci Rzadko miał okazję przysłuchiwać się zwykłej rozmowie nieprzyjaciół. Od dawna podejrzewał, że gwardzistami prymasa powodowała bardziej chciwość
niźli pobożność czy poczucie lojalności. Wyszedł z zaułka, ale natychmiast cofnął się bezszelestnie, ponieważ znów dobiegł go odgłos zbliżających się kroków. Nie wiadomo dlaczego puste zwykle nocą ulice Cimmury roiły się od ludzi. Kroki były głośne, a więc ktokolwiek to był, nie starał się nikogo śledzić. Sparhawk silniej zacisnął dłoń na krótkim drzewcu włóczni. Z mgły wyłonił się mężczyzna w ciemnym chałacie, z dużym koszem na ramieniu. Wyglądał na zwykłego tragarza, ale nie można było mieć co do tego pewności. Sparhawk odczekał, aż przejdzie i kiedy odgłos kroków ucichł w oddali, ponownie wyszedł na ulicę. Szedł ostrożnie,
isis pharma - kolonie dla dzieci -
|