general topics - physiogel - hotele poznań -
Instynkt nigdy go nie zawodził. Wiedział, że jest obserwowany. Powoli wyciągnął miecz z pochwy uważając, aby nie zadzwonił. Z mieczem w jednej, a włócznią w drugiej ręce stał usiłując wzrokiem przebić mgłę i ciemności nocy.
Wreszcie to ujrzał: Ledwie żarzyło się w ciemności. Było tak słabe, że większość ludzi nie zwróciłaby na to uwagi. Ognik zbliżył się i rycerz stwierdził, że miał zielonkawy odcień. Sparhawk zamarł w bezruchu i czekał.
Przez mgłę szła jakaś postać, niewyraźna, ale rzeczywista. Wydawało się, że jest odziana w general topics czarną szatę z kapturem, spod którego sączył się ów słaby blask. Postać była dość
wysoka i sprawiała wrażenie nienaturalnie chudej, prawie szkieletu. Sparhawkiem wstrząsnął zimny dreszcz. Zamruczał po styricku, poruszając palcami na rękojeści miecza i drzewcu włóczni. Uniósł włócznię i uwolnił zaklęcie. Zaklęcie było stosunkowo proste i miało pomóc w zidentyfikowaniu majaczącego we mgle kształtu.
Sparhawk z trudem się opanował, by nie krzyknąć ze zgrozy, gdy poczuł zło emanujące z postaci ukrytej w mroku. Cokolwiek to było, nie było istotą ludzką.
Po chwili z physiogel mroków nocy dobiegł go upiorny, metaliczny chichot. Postać zawróciła i oddaliła się. Szła pokracznie, jakby jej kolana zginały się do tyłu. Rycerz nie ruszył się z miejsca, dopóki wrażenie
zła nie odpłynęło. Czymkolwiek to było, odeszło.
- Zastanawiam się, czy to nie jest kolejna niespodzianeczka Martela - mruknął Sparhawk pod nosem. Martel był renegatem, wyklętym rycerzem Zakonu Pandionu. On i Sparhawk niegdyś przyjaźnili się, ale to było dawno temu. Teraz Martel pracował dla prymasa Anniasa i to właśnie on dostarczył truciznę, którą Annias hotele poznaĹ„ omal nie zabił królowej.
Sparhawk bezszelestnie podążał dalej, nadal trzymając w pogotowiu miecz i włócznię. W końcu dostrzegł pochodnie znaczące zamkniętą wschodnią bramę miasta i dzięki nim ustalił, że cel, do którego zmierzał, jest już blisko.
Nagle usłyszał za sobą ciche sapanie, przypominające odgłosy wydawane
przez węszącego psa. Ponownie dobiegł go metaliczny chichot. Przeszukał pośpiesznie zakamarki pamięci w poszukiwaniu lepszego określenia. To był nie tyle chichot, co rodzaj poświstywania; dźwięk jeżący włosy na głowie. Jeszcze raz dotarło do niego uczucie wszechogarniającego zła i odpłynęło isis pharma znowu.
Sparhawk skręcił nieznacznie, oddalając się od murów i zamglonych pochodni przy miejskiej bramie. Po blisko piętnastu minutach ujrzał majaczący tuż przed nim zarys siedziby Zakonu Pandionu.
Położył się na mokrym od mgły torfie i począł ponownie splatać zaklęcie penetrujące. Uwolnił je i czekał.
Nic.
Wstał, schował miecz i ostrożnie ruszył naprzód. Siedziba zakonu, przypominająca swoim wyglądem warowny zamek, była jak
zawsze obserwowana. Gwardziści prymasa, przebrani za brukarzy, obozowali niedaleko głównej bramy. Wokół ich namiotów ostentacyjnie ułożono piramidy z kamieni służących do budowy drogi. Sparhawk obszedł etiaxil obozowisko, skierował się do tylnej ściany zamczyska i ostrożnie ruszył przez głęboką, na! szpikowaną palami fosę.
Lina, po której zsunął się na dół opuszczając siedzibę zakonu, j nadal dyndała ukryta za krzakami. Szarpnął ją kilkakrotnie upewniając się, że jej górny koniec nadal mocno się trzyma. Następnie zatknął włócznię za pas, ujął linę w dłonie i pociągnął mocno w dół.
Z góry dobiegł go zgrzyt haka wbitego w kamienny mur.
Rozpoczął wspinaczkę.
- Kto tam jest? -
usłyszał nad sobą ostry głos. Brzmiał młodzieńczo i znajomo.
Zaklął pod kolonie dla dzieci nosem. Wtem poczuł, że ktoś szarpie linę.
- Bericie, nie ruszaj! - rzucił, wspinając się co sił.
- Pan Sparhawk? - zapytał zdumiony nowicjusz.
- Nie szarp liny. Te pale, tam poniżej, są bardzo ostre.
- Pomogę, dostojny panie.
- Dam sobie radę. Tylko nie rusz tego haka - mruknął Sparhawk. Berit chwycił go za ramię i pomógł wdrapać się na mur. Rycerz, mokry od potu, dyszał ciężko. Wspinaczka po linie, kiedy ma się na sobie kolczugę, wymaga sporo wysiłku.
Berit był wielce obiecującym nowicjuszem w Zakonie Pandionu.Wysoki, solidnie zbudowany młodzieniec,
isis pharma - etiaxil - kolonie dla dzieci -
|